Login

I Liceum Ogólnokształcące im. Komisji Edukacji Narodowej w Sanoku

Witamy wszystkich na stronie!

Witamy wszystkich bardzo serdecznie na stronie internetowej I LO im. Komisji Edukacji Narodowej w Sanoku, szkoły o bogatej tradycji i ciekawej historii! Czytaj więcej...

Wirtualny spacer

Wejdź tutaj i pospaceruj po wirtualnych korytarzach naszej szkoły!

Polub nas na Facebooku!

Zapraszamy wszystkich do kliknięcia Lubię To! na stronie naszego liceum na portalu społecznościowym Facebook.

Sprawdź aktualny plan lekcji!

Już jest opublikowany na stronie nowy plan lekcji na obecny rok szkolny!

Najlepsze liceum w Sanoku wg Ogólnopolskiego Rankingu Perspektyw w latach:

1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2005, 2006, 2007, 2008, 2009, 2011, 2012, 2013, 2014, 2015, 2016, 2017.

Berlin, Berlin, wir fahren nach Berlin!

W mieście nieograniczonych możliwości- czyli z wizytą w Berlinie

http://www.germany.travel/pl/informacja-turystyczna/kraje-zwiazkowe/bundeslaender_1/berlin/berlinie.html

W tym roku szkolnym uczniowie naszej szkoły wraz z opiekunami w składzie: Małgorzata Irger – Kobierska, Krystyna Witwicka, Maciej Wójcik i Piotr Kita(by the way, a może raczej nebstbei gesagt skoro już jesteśmy w Niemczech: mocny skład) wzięli udział w wyjeździe do Berlina.

Wycieczka miała charakter zarówno (a może przede wszystkim) edukacyjny, jak i rekreacyjny, bo trudno mówić o jakimkolwiek wyjeździe w gronie najlepszych przyjaciół wyłącznie w celach edukacyjnych. Jak to mówią: nie można się dać zwariować.. Wracając do meritum, w czasie pobytu nasza delegacja mogła obejrzeć liczne zabytki Berlina, jednak celem numer jeden było uczestnictwo w wystawie „OBOK. Polska – Niemcy. 1000 lat historii w sztuce”[ zobacz więcej na www.fwpn.org.pl – przyp. redakcji]. Wystawa robiła wrażenie, więcej o niej w zakładce WYCIECZKI lub PRZEDMIOTY-NIEMIECKI . Wszystko po kolei, nie lubimy bałaganu. Ordnung muss sein!

(M.K.R.)

 

Berlin, Berlin, wir fahren nach Berlin!

Mariusz Królicki, 3g

 

Tytuł artykułu nie jest przypadkowy. W 2006 roku, jako młody koneser futbolu,           z wypiekami na twarzy oglądałem pierwszy, drugi, dziesiąty i ostatni – sześćdziesiąty czwarty mecz Mistrzostw Świata w piłce nożnej, imprezy nazywanej przez Niemców Weltmeisterschaft. Piłkarze „National Mannschaft” raz po raz uczyli gry w piłkę i dawali solidną nauczkę: Los Ticos, Biało-Czerwonym, La Tri, drużynę Blagult i Albicelestes. Potem co prawda przegrali z Italią, jednak plamę na honorze zmazali w meczu z Portugalią, znaną pod przydomkiem „Ekipa Tarcz” (a propos – nazwa rodem z gwiezdnych wojen). Niemcy grali piękny futbol, radosny, wbrew swoim tradycją piłkarskim. Kibice czy to w Monachium, czy to w Dortmundzie, czy w każdym innym mieście, już w fazie grupowej wykrzykiwali „Berlin, Berlin, wir fahren nach Berlin!”. Chcieli tym okrzykiem przekazać światu fakt, że to niemieccy piłkarze, a nie nikt inny, wystąpią w finale, który odbędzie się właśnie w stolicy. Niestety, został im tylko tzw. „mały finał”, czyli mecz o 3. miejsce rozegrany w Stuttgarcie. Mimo wszystko wspomnienia z tym hasłem pozostały. Od tego momentu jednym z moich marzeń – oprócz jachtu i ferrari – okazała się wycieczka do Berlina. Udało się !

W tym roku szkolnym uczniowie naszej szkoły wraz z opiekunami w składzie: Małgorzata Irger – Kobierska, Krystyna Witwicka, Maciej Wójcik i Piotr Kita(by the way, a może raczej nebstbei gesagt skoro już jesteśmy w Niemczech: mocny skład) wzięli udział w wyjeździe do Berlina. Wycieczka miała charakter zarówno (a może przede wszystkim) edukacyjny, jak i rekreacyjny, bo trudno mówić o jakimkolwiek wyjeździe w gronie najlepszych przyjaciół wyłącznie w celach edukacyjnych. Jak to mówią: nie można się dać zwariować. Wracając do meritum, w czasie pobytu nasza delegacja mogła obejrzeć liczne zabytki Berlina, jednak celem numer jeden było uczestnictwo w wystawie „OBOK. Polska – Niemcy. 1000 lat historii w sztuce”[ zobacz więcej na www.fwpn.org.pl – przyp. redakcji]. Wystawa robiła wrażenie, więcej o niej w dalszej części. Wszystko po kolei, nie lubimy bałaganu. Ordnung muss sein!

Po długiej, kilkunastogodzinnej podróży wyładowaliśmy swoje walizki na ulicy Kluckstrasse. Rodzice spakowali co poniektórych jak na wojnę (jeden z partyzantów był wyposażony w solidny radziecki czajnik „Apollo” oraz śpiwór). Znając z szeroko pojętej autopsji warunki mieszkalne panujące na wycieczkach szkolnych, nie nastawialiśmy się na fajerwerki. A tu Geschenk jak to mówią „Dojcze Jugentlisie”. Schronisko młodzieżowe zagwarantowało nam naprawdę godne warunki. A jedzenie? Cud, miód … i kiełbasa, biała oczywiście, koniecznie z musztardą. Pierwszy dzień spędziliśmy na dojeździe i zakwaterowaniu. Mieliśmy wypocząć, ponieważ nazajutrz czekało nas intensywne zwiedzanie miasta.

Dzień dobry! Dzień drugi. O umówionej porze wszyscy przed ośrodkiem. Wyruszamy. Kierujemy się w lewo na dworzec metra. Po drodze mijamy tęczową flagę (?), samochody naprawdę dobrych marek oraz parę sklepów. Metro to od tej pory nasz główny środek lokomocji. Bardzo szybkie i wygodne to cacko, ale trzeba się liczyć z tym, że nieuniknione jest tam spotkanie z grupą muzyczną pewnych Rumunów inspirowanych twórczością rodaków z boys-bandu „O-Zone”. Są to ludzie o niespożytej energii, trzeba im to oddać, jednak talentu muzycznego u nich tyle, co kot napłakał. Pierwszy cel spaceru: Brama Brandenburska. Zwieńczenie obiektu, czyli Kwadrygę widzieliśmy już jakiś czas przed dojściem na Potsdamerplatz. Dosyć pokaźna to rzeźba i Napoleon musiał zapewne wiele natrudzić, kiedy to po pamiętnej bitwie pod Auerstadt zabrał Kwadrygę ze sobą do Paryża. Czy bogini Wiktoria zrobiła na nim aż takie wrażenie? Być może. Zwrócono ją jednak z powrotem, może tym razem Wiktoria okazała się dla Napoleona obojętna jak głaz? Następnie kilka zdjęć pod Reichstagiem i „nadejszła wiekopomna chwila”(jak mawiał klasyk) na zwiedzanie obiektów sakralnych. Najpierw Katedra, a później Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma, w której to znajdują się piękne organy. Po tej dawce solidnej dawce kultury przyszła pora na przejazd autobusem miejskim pod Fernsehturm. Po drodze dało się zobaczyć Zamek Bellevue oraz Siegessäule – kolumnę zwycięstwa. Jeśli chodzi o wieżę telewizyjną to widok z góry był niesamowity. Pięknie oświetlone miasto, ozdoby świąteczne na każdym kroku, wesołe miasteczko…coś cudownego. Po powrocie do ośrodka dostaliśmy wiadomość o możliwości spaceru pt.: „Berlin by Night”. Jeśli jest się w takim miejscu, o takiej porze to grzechem jest nie skorzystać z tej propozycji. Poza tym po przechadzce na mrozie lepiej się śpi. A sen to integralna część każdej szkolnej wycieczki, naturalnie.

Dzień trzeci, zarazem ostatni. Na ten dzień mieliśmy w planie wycieczki zaznaczone zwiedzanie wystawy „OBOK. Polska – Niemcy. 1000lat historii w sztuce”. Przy okazji zahaczyliśmy jeszcze o pobliskie galerie handlowe oraz LEGOland, do którego wejście było jednak utrudnione z uwagi na cenę – bagatela 16 euro. Za dużo jak na polską młodzież. Wracając do wystawy. Bardzo dobrze przygotowana ekspozycja. Wszystko uszeregowane zgodnie z chronologią, można było usystematyzować swoją wiedzę na temat wzajemnych stosunków obu państw. Lepszych bądź gorszych, różnie to było w naszej historii. Najciekawszym i robiącym największe wrażenie elementem wystawy był na pewno obraz Jana Matejki pt. „Hołd Pruski”. Naprawdę oryginalne dzieła to nie lada gratka, nie tylko dla znawców sztuki, ale i dla laików w tej dziedzinie, takich jak ja. Dlatego, kiedy jedna z profesorek zaproponowała pooglądanie na koniec znajdującej się nieopodal wystawy dzieł Salvadora Dali, długo nie oponowałem. Zbiór jego dzieł znajdował się w „pięknej, klimatyzowanej sali”, jak mawia kolejny klasyk. Na początku obrazy nie wydawały mi się nazbyt interesujące. Na parterze wręcz byłem znudzony ekspozycją. Jednak im byliśmy dalej, tym bardziej dzieła hiszpańskiego malarza zaczęły do mnie trafiać. Gdyby było można zostałbym tam jeszcze z godzinkę. Naprawdę, takie obrazy „robią głowę” jak zwykła mówić młodzież, tym razem polska młodzież. Nie zostaliśmy tam dłużej, ponieważ czas nas naglił, zbliżała się godzina odjazdu do „kraju lat dziecinnych” , „do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych”, jak mawiał klasyk numer 3. Coś za dużo tych klasyków w mojej głowie, obiecuje, że to ostatni. Po godzinie 21 przekroczyliśmy granicę, sen pozwolił szybciej przemęczyć się z długą drogą.

Tytułem zakończenia: wycieczkę należy zaliczyć do udanych. Masowe zakupy słodyczy w niemieckich supermarketach na pewno przydały się na święta. Zobaczyliśmy, że poziom infrastruktury niemieckiej nieco przewyższa naszą, skromną, polską, można powiedzieć: infrastrukturkę. Ale jak to mówią, cudze chwalicie, swego nie znacie, więc musimy docenić również naszą polskość i zaznaczyć, że miasto (Berlin) samo w sobie ma dużo mniej uroku niż nasz Kraków czy Wrocław. Na koniec pragnę zaznaczyć, że cała ocena to tylko mój subiektywny sąd, każdy ma prawo mieć inne zdanie czy to na temat jedzenia niemieckiego, miasta, czy też wartości, które niosą dzieła sztuki. Berlin zdobyty!